Sprzedaż i cennik

Zaawansowane techniki sprzedaży w klinice: konsultacja krok po kroku

Pełny przebieg konsultacji w klinice medycyny estetycznej: siedem przekonań, gotowe pytania, domykanie ceny i praca z wymówkami. Konkrety, nie teoria.

Konsultacja w klinice medycyny estetycznej: specjalistka notuje słowa klientki podczas rozmowy
Konsultacja w klinice medycyny estetycznej: specjalistka notuje słowa klientki podczas rozmowy

Klinika, w której nikt nie liczy konsultacji, prawie zawsze ma ten sam problem: leadów jest sporo, kalendarz konsultacji jakoś się zapełnia, a pakiety schodzą słabo. Właścicielka mówi wtedy „mamy słabe leady" i idzie zmieniać agencję. W dziewięciu przypadkach na dziesięć leady są w porządku. Rozsypuje się rozmowa.

Ten tekst jest o tej rozmowie. Bez motywacyjnych ogólników, bez „bądź sobą i uśmiechaj się". Krok po kroku przez całą wizytę, z pytaniami, które możesz przepisać do zeszytu i użyć jutro rano.

Jedno zastrzeżenie na start, bo bez tego dalsza część nie zadziała. Sprzedaż w klinice to nie jest wciskanie. To doprowadzenie klientki do decyzji, która jest dobra dla niej. Cały poniższy proces jest zbudowany dokładnie na tym założeniu i tylko tak działa.

Podstawa, od której wszystko się zaczyna

Klientka nie kupuje zabiegu. Nie kupuje lasera, mezoterapii ani pakietu sześciu wizyt. Kupuje przejście z punktu, w którym jest dzisiaj, do punktu, w którym chce być.

Punkt A to jej dzisiejsza sytuacja: przebarwienia maskowane korektorem, drugi podbródek na każdym zdjęciu, cera, która postarza. Punkt B to sytuacja wymarzona: wyjście z domu bez makijażu, zgoda na sesję rodzinną, komplement od koleżanki.

Twój zabieg jest mostem między tymi dwoma brzegami. Klientka wybierze ten most, który wygląda na najszybszy, najpewniejszy i najmniej męczący. Cała robota polega na tym, żeby to był twój most.

I druga rzecz, ważniejsza. Oba brzegi mają dwa poziomy. Poziom faktów, czyli to, co widać („mam przebarwienia", „makijaż zajmuje mi 40 minut"), i poziom emocji, czyli to, co siedzi pod spodem: wstyd, unikanie zdjęć, poczucie, że wygląda się starzej niż rówieśniczki. Decyzję podejmują emocje, logika przychodzi później i tylko uzasadnia to, co już zostało postanowione. Rozmowa, która porusza wyłącznie fakty, jest rozmową słabą.

Pod emocjami zawsze siedzą te same dwie potrzeby: pewność („chcę wiedzieć, że to zadziała") i poczucie własnej wartości („chcę znów czuć się atrakcyjna"). Jeśli w rozmowie o zabiegu potrafisz trafić w te dwie, twoja skuteczność rośnie natychmiast.

Siedem przekonań, bez których nikt nie kupi

To jest szkielet całego procesu. Istnieje siedem przekonań, które klientka musi mieć w głowie, żeby powiedzieć „tak". Jeśli któregoś brakuje, na końcu rozmowy pojawi się wymówka. I odwrotnie: każda wymówka na końcu konsultacji jest kwitem z tego, którego przekonania zabrakło po drodze.

Przekonanie Co słyszysz, gdy go brakuje
1. Mam problem „W sumie nie wiem, czy tego potrzebuję"
2. Sama tego nie naprawię „Spróbuję jeszcze na własną rękę"
3. Czekanie kosztuje mnie więcej niż zabieg „Muszę to przemyśleć", „wrócę po wakacjach"
4. Wiem, po co to robię Kręcenie się w kółko, brak decyzji
5. Stać mnie i jestem gotowa „Za drogo", „nie stać mnie teraz"
6. Bliscy mnie poprą „Muszę porozmawiać z mężem"
7. Wierzę w tę metodę „Obok mają taniej", „koleżance nie pomogło"

Zapamiętaj tę tabelkę, bo zmienia ona całe podejście do pracy. Przestajesz trenować odpowiedzi na wymówki, a zaczynasz budować przekonania w trakcie rozmowy. Najlepsi konsultanci prawie nigdy nie walczą z obiekcjami. Oni po prostu nie dopuszczają do ich powstania, a rozmowa kończy się zdaniem „to kiedy zaczynamy?".

Jest jeszcze druga zasada, równie ważna: przekonań nie buduje się mówieniem, tylko pytaniami.

Kiedy ty mówisz „przebarwienia same nie znikną", jest to twoja opinia i klientka może się z nią spierać. Kiedy klientka mówi „no tak, próbowałam pięciu kremów i nic", jest to jej własny wniosek i z tym już się kłócić nie będzie. Ludzie mają silną potrzebę bycia konsekwentnymi wobec własnych słów. Twoje zdania są dodatkiem. Jej zdania są złotem, dlatego je notujesz.

Poniżej cała konsultacja rozbita na etapy. Przy każdym zaznaczam, które przekonanie w tym miejscu budujesz.

Etap 0. Zanim klientka usiądzie

Ten etap większość klinik ma nieprzemyślany, a kosztuje najwięcej.

Po pierwsze, rezerwacja czasu. Konsultacja, na którą masz 12 minut między zabiegami, nie jest konsultacją. To wyliczanka cennika. Sensowna rozmowa trwa 30 do 45 minut i musi być tak wpisana w grafik.

Po drugie, przygotowanie. Zanim wejdziesz do gabinetu, wiesz, skąd klientka przyszła i po co: z jakiej reklamy, jaki problem zaznaczyła w formularzu, czy była już u was wcześniej. Trzy zdania kontekstu zmieniają ton całej rozmowy.

Po trzecie, potwierdzenie wizyty. SMS dzień wcześniej, nie „przypominamy o wizycie", tylko z konkretem: kto ją przyjmie, ile potrwa i co warto ze sobą zabrać (na przykład zdjęcia sprzed lat albo listę stosowanych kosmetyków). Klientka, która coś przygotowała, przychodzi w zupełnie innej głowie niż ta, która wpadła bo miała okienko.

I po czwarte, twoja własna forma. Brzmi banalnie, ale to najczęstsza przyczyna gorszych tygodni: za mało snu, jedzenie w biegu, zero ruchu. Energia przekłada się na rozmowy jeden do jednego, a klientka wyczuwa zmęczenie szybciej niż jakikolwiek błąd w skrypcie.

Etap 1. Otwarcie, czyli kto prowadzi tę rozmowę

Cel: ciepło, krótko i przejęcie sterów. Powitanie ma trwać moment, nie kwadrans.

„Dzień dobry, pani Anno! Zapraszam, proszę usiąść. Dojechała pani bez problemu? Świetnie. To co, mamy dla siebie jakieś 40 minut, więc zabierzmy się do rzeczy, dobrze?"

Zaraz potem ustawiasz ramy, czyli mówisz, jak będzie wyglądać spotkanie. To zdejmuje z klientki niepewność i pokazuje, że wiesz, co robisz.

„Powiem pani, jak najlepiej działają takie konsultacje. Najpierw chciałabym dokładnie poznać pani sytuację: co panią do nas sprowadza, czego już pani próbowała i na czym najbardziej pani zależy. Kiedy będę mieć pełny obraz i jeśli będziemy umieli pomóc, opowiem dokładnie jak. A jeśli uznam, że to nie u nas, też powiem wprost i doradzę, co zrobić. Brzmi dobrze?"

To zdanie o „powiem wprost, jeśli to nie u nas" wygląda niepozornie, a jest jednym z najsilniejszych w całej rozmowie. Klientka słyszy, że nie jesteś nastawiona na sprzedaż za wszelką cenę i przestaje się bronić. Uczciwość tutaj nie jest ozdobą, tylko techniką.

I od razu pierwsze pytanie:

„To zacznijmy od najważniejszego: co panią do nas sprowadza? Co chciałaby pani zmienić?"

Uwaga do konsultacji telefonicznych. Jeśli słyszysz, że klientka jest w biegu, dziecko płacze, ulica hałasuje, nie brnij. Zapytaj wprost, czy to nadal dobry moment. Zwykle albo się usadowi, albo zaproponuje inny termin. Oba wyjścia są lepsze niż rozmowa w biegu.

Etap 2. Wywiad, czyli ponad połowa konsultacji

To jest serce spotkania i najczęściej skracany element. Jeśli ta część trwa u ciebie pięć minut, reszta procesu nie ma prawa zadziałać, bo nie będziesz miała czym mówić.

Drążenie: „w jakim sensie?"

Klientka rzuca hasło: „no, chodzi o te przebarwienia". To jeszcze nic nie znaczy. Drążysz:

„Proszę opowiedzieć mi więcej." „Od jak dawna to pani towarzyszy?" „W czym to pani najbardziej przeszkadza na co dzień?" „Powiedziała pani, że przeszkadza w pracy. W jakim sensie?"

„W jakim sensie?" to najbardziej niedoceniane pytanie w całej sprzedaży. Można go użyć pięć razy w jednej rozmowie i za każdym razem zamieni ogólnik w konkret.

Liczby zamiast opowieści

Ludzie opowiadają historie o swoich problemach, ale prawdziwa skala siedzi w liczbach. Twoja rola to wyciągnąć te liczby na światło dzienne. Prawdziwa sekwencja z konsultacji:

„Czego pani do tej pory próbowała na te przebarwienia?" „Różnych kremów, serum z witaminą C…" „Ile takich produktów przez te lata? Tak mniej więcej." „Oj… z osiem? Dziesięć?" „A ile mogły łącznie kosztować?" „Pewnie z półtora tysiąca." „I jaki był efekt?" „No właśnie żaden trwały." „Rozumiem. A ile czasu zajmuje pani rano makijaż, żeby to przykryć?" „Z pół godziny na pewno." „Pół godziny dziennie, czyli jakieś 15 godzin miesięcznie. Prawie cała doba co miesiąc przed lustrem, na maskowanie." „…Nigdy tak o tym nie myślałam."

Zwróć uwagę, co się właśnie stało. Nie padło ani jedno zdanie sprzedażowe. Same pytania i jedno podsumowanie liczb. A klientka sama zobaczyła skalę problemu (przekonanie 1) i sama stwierdziła, że dotychczasowe sposoby nie zadziałały (przekonanie 2).

Jedna rzecz, o której łatwo zapomnieć: kiedy klientka wymienia nieudane próby, nie komentuj i nie oceniaj. Żadnego „no tak, kremy to wyrzucanie pieniędzy". Cisza pracuje lepiej, bo wnioski, które klientka wyciągnie sama, są dla niej sto razy mocniejsze niż twoje.

Emocje i moment decyzji

Teraz schodzisz poziom niżej.

„Mogę zapytać o coś bardziej osobistego? Jak się pani z tym czuje, tak naprawdę, na co dzień?"

A potem pytanie, które w moim odczuciu jest najsilniejszym pytaniem całej konsultacji:

„A był taki konkretny moment, kiedy pomyślała pani: dość, muszę coś z tym zrobić? Co się wtedy wydarzyło?"

Odpowiedzi bywają ciężkie. „Zobaczyłam siebie na zdjęciach z wesela siostry i się rozpłakałam." „Córka zapytała, czemu mam kropki na twarzy." „Koleżanka z pracy, młodsza ode mnie o dwa lata, została wzięta za moją córkę."

Klientka, opowiadając ten moment, przeżywa te emocje jeszcze raz. A to są dokładnie te emocje, które podejmą decyzję pod koniec spotkania. Nie musisz nic wywoływać sztucznie, wystarczy zapytać i słuchać. Notuj słowo w słowo, bo za dwadzieścia minut do tego wrócisz.

Koszt bezczynności

Najtrudniejsze przekonanie z całej siódemki i jednocześnie najważniejsze. Klientka musi poczuć, że nierobienie niczego jest droższe niż zabieg.

Bo zabieg ma swoją cenę i nie chodzi tylko o pieniądze. To także czas na wizyty, dyskomfort, przestawiony kalendarz. Jeśli w jej głowie ta cena przewyższa cenę czekania, usłyszysz „muszę to przemyśleć". Pytania, które to odwracają:

„Mogę zapytać wprost? Ten temat ciągnie się od pięciu lat, próbowała pani tylu rzeczy. Co sprawia, że właśnie teraz postanowiła pani działać?" „I jeszcze jedno, nie lubię tego pytania, ale muszę je zadać. Co się stanie, jeśli nic pani z tym nie zrobi? Jak to będzie wyglądać za rok? A za pięć lat?" „Wspomniała pani, że unika zdjęć od trzech lat. Ile jeszcze ważnych momentów ma panią ominąć przez ten problem?"

Do tego twarda wiedza merytoryczna, podana bez straszenia: przebarwienia z każdym kolejnym latem słońca utrwalają się i ciemnieją, więc im później zaczynasz, tym więcej zabiegów potrzeba. Czyli i drożej, i dłużej. To nie jest presja, to jest fakt, który klientka ma prawo znać przed podjęciem decyzji.

Mąż i pieniądze, pytane w środku rozmowy

Tu popełnia się najwięcej błędów. O partnera i o budżet pyta się w trakcie, nigdy na końcu.

„A mąż wie, że jest pani dziś u nas? Wspiera panią w tym?"

Jeśli usłyszysz „wspiera", świetnie, zapisz to zdanie, przyda się później. Jeśli usłyszysz „on uważa, że to fanaberia", to nie jest zła wiadomość. To prezent. Masz temat do omówienia teraz, na spokojnie, zamiast dostać nim w twarz przy cenie.

Ta sama zasada dotyczy pieniędzy. Lepiej dowiedzieć się w połowie rozmowy, że klientka spodziewała się wydatku rzędu 500 zł, niż odkryć to trzy sekundy po podaniu ceny pakietu.

Marzenie

Ten etap zamykasz na jasnej nucie, bo klientka ma wyjść z pytań z obrazem nagrody, nie z dołem.

„Dobrze, to teraz odwróćmy obrazek. Wyobraźmy sobie, że jest wrzesień, minęło pół roku i pani skóra wygląda dokładnie tak, jak pani chce. Co się zmienia w pani życiu? Co pani robi, czego dziś pani nie robi?"

Pozwól mówić. Dopytaj „co jeszcze?" dwa albo trzy razy. Odpowiedzi typu „pójdę na plażę bez podkładu", „zgodzę się na sesję z rodziną", „przestanę dobierać bluzki tak, żeby zakrywały dekolt" to jest paliwo decyzji (przekonanie 4). Im więcej takich obrazów, tym mniej pracy zostanie ci na końcu.

Etap 3. Przejście, czyli jak sprawić, żeby klientka poprosiła o ofertę

Zanim zaczniesz cokolwiek proponować, domknij etap pytań:

„Dobrze. Ja nie mam więcej pytań. A czy jest coś, o czym nie rozmawiałyśmy, a czuje pani, że powinnam wiedzieć?"

Klientka zwykle mówi „nie, chyba wszystko pani wie". Właśnie potwierdziła, że czuje się zrozumiana, i to jest moment, w którym możesz przejść dalej. Pomost wygląda tak:

„W takim razie powiem tak: na podstawie wszystkiego, co pani opowiedziała, możemy pani pomóc. Mieliśmy niedawno klientkę w prawie identycznej sytuacji: przebarwienia po ciąży, osiem lat maskowania, kilkanaście kosmetyków za grube pieniądze. Dziś jest po serii zabiegów i pierwszy raz pojechała na urlop bez podkładu w kosmetyczce. Więc jak pani woli: mogę opowiedzieć krok po kroku, jak wyglądałby plan dla pani, czy woli pani zacząć od czegoś konkretnego?"

W praktycznie każdej rozmowie klientka odpowiada „niech pani opowie od początku". I to jest cała różnica. Ona właśnie poprosiła cię o propozycję. To zupełnie inna pozycja niż przedstawianie oferty, o którą nikt nie prosił.

Etap 4. Propozycja: najpierw metoda, potem produkt

Na każdej konsultacji sprzedajesz dwie rzeczy, w tej kolejności:

  1. Metodę. Na przykład: przebarwienia usuwa się serią zabiegów laserowych, bo tylko laser dociera do pigmentu położonego głęboko w skórze.
  2. Produkt. Czyli konkretny pakiet w waszej klinice.

Kolejność jest nieprzypadkowa. Jeśli klientka uwierzy w metodę, wybór waszej kliniki staje się naturalną konsekwencją. Do tego przekonywanie do metody w ogóle nie brzmi jak sprzedaż, tylko jak edukacja, więc możesz o niej mówić z pełnym zaangażowaniem i nikt nie poczuje się „obrabiany".

Zacznij od powtórzenia celu klientki jej własnymi słowami, z notatek:

„Plan dla pani ułożyłabym z trzech kroków. Wszystkie razem prowadzą z punktu, w którym jest pani dziś, czyli pół godziny maskowania dziennie i unikanie zdjęć, do tego, o czym pani mówiła: skóry, z którą swobodnie wychodzi pani z domu bez makijażu."

Każdy krok opowiadasz według jednego schematu: dlaczego dotychczasowe sposoby zawiodły, co my robimy inaczej, co pani z tego ma, co z tego wynika dalej.

„Krok pierwszy: diagnostyka i przygotowanie skóry. I tu od razu wyjaśnię rzecz, która odpowiada na pani pytanie, czemu kremy nie działały. Przebarwienie to nagromadzenie pigmentu, który siedzi głęboko w skórze. Kosmetyk, nawet najlepszy, pracuje na powierzchni. To trochę tak, jakby malować ścianę, która przecieka od środka: efekt zawsze będzie chwilowy. Dlatego u nas najpierw badamy skórę urządzeniem, które pokazuje, jak głęboko siedzi pigment, i dopiero wtedy dobieramy parametry zabiegu. Dzięki temu nie działamy w ciemno. Ma to sens?"

Czekasz na odpowiedź. Potem:

„A jak to brzmi w porównaniu z tym, czego pani próbowała do tej pory?"

Trzy rzeczy dzieją się w tym fragmencie naraz. Klientka dostaje odpowiedź na pytanie, które nosiła w głowie latami („aha, to dlatego kremy nie działały"), co buduje ogromne zaufanie do metody. Ty co chwilę sprawdzasz zrozumienie, więc propozycja jest rozmową, a nie wykładem. I wplatasz jej własne słowa, więc klientka słucha własnej historii.

Zasada techniczna: nigdy nie mów dłużej niż minutę bez oddania głosu.

Przy okazji palisz mosty konkurencyjne, ale uczciwie. Nie oczerniasz nikogo, tylko tłumaczysz, dlaczego kolejny krem z drogerii albo czekanie do września są słabszymi mostami niż ten, który proponujesz. Klientka i tak rozważa te opcje, więc lepiej, żeby przeszła je z tobą, niż sama w domu.

W ostatnim kroku maluj przyszłość:

„Krok trzeci to utrwalenie. Bo jak już osiągniemy efekt, chcemy, żeby został na lata. Dostanie pani prosty plan pielęgnacji i ochrony, tak żeby przyszłe lato spędziła pani na plaży, a nie w aptece."

Jeszcze jedno, bo to częsty błąd doświadczonych osób: jedna diagnoza, jedna propozycja. Dobry lekarz nie mówi „może pani wziąć ten lek, albo tamten, albo jeszcze ten trzeci, są w różnych cenach, co pani woli". Dawanie trzech pakietów do wyboru wygląda na elastyczność, a jest zrzuceniem decyzji na klientkę, która przyszła po prowadzenie.

Etap 5. Termometr, czyli najważniejsze pytanie przed ceną

Ten fragment pomija większość ludzi i to jest najdroższy pominięty fragment w całej konsultacji. Zanim padnie cena, sprawdzasz, czy klientka wierzy w plan.

„Zanim przejdziemy do szczegółów organizacyjnych: jak się pani czuje z samym planem? Czuje pani, że to jest dokładnie to, czego pani skóra potrzebuje?"

Jeśli odpowiedź jest pewna („tak, bardzo mi się to podoba"), idziesz dalej. Jeśli słyszysz „chyba tak" albo „no, brzmi ciekawie", zatrzymujesz się. Wahanie teraz oznacza wymówkę za pięć minut.

„Słyszę takie małe »chyba« [uśmiech]. I bardzo dobrze, wolę, żebyśmy wyjaśniły wszystko teraz. Tak zupełnie szczerze: w skali od 1 do 10, na ile czuje pani, że ten plan to jest to? …Osiem? A czego brakuje do dziesiątki?"

Cokolwiek teraz usłyszysz, jest prawdziwą wątpliwością, z którą da się pracować. Po podaniu ceny ta sama wątpliwość zamieni się w „muszę to przemyśleć" i będzie nie do ruszenia.

Etap 6. Cena i cisza

Klientka potwierdziła, że plan jej pasuje. Dopiero teraz mówisz o pieniądzach, w takiej kolejności:

„To co dalej? Wygląda to tak: dziś rezerwujemy pierwszy termin i przyjmuję od pani opłatę za pakiet. Na pierwszej wizycie robimy pełną diagnostykę i dostaje pani rozpisany cały plan: terminy, przygotowanie do zabiegów, zalecenia, wszystko czarno na białym, żeby miała pani jasność na najbliższe cztery miesiące. [tu zwalniasz] A inwestycja w cały pakiet, czyli diagnostyka, sześć zabiegów i plan pielęgnacji, to trzy i pół tysiąca złotych."

I cisza.

To najtrudniejsze pół minuty całego spotkania. Nie tłumaczysz się, nie dodajesz „ale wiem, że to sporo", nie proponujesz od razu rat. Powiedziałaś cenę spokojnie i stanowczo, teraz jest kolej klientki. Każde zdanie dorzucone w tej ciszy obniża wartość tego, co właśnie zaproponowałaś.

Dwa szczegóły, które robią różnicę w tym fragmencie:

Najpierw opisz, co się wydarzy po opłacie, dopiero potem podaj kwotę. Klientka wyobraża sobie siebie w środku procesu, więc cena przestaje być wydatkiem, a staje się biletem.

Zwolnij tempo przed kwotą. Jeśli wyrzucisz liczbę w pędzie, klientka nawet nie zauważy, że skończyłaś mówić, i odruchowo powie „muszę to przemyśleć".

Jeśli cisza robi się naprawdę długa, nie urządzaj pojedynku na milczenie. Wystarczy:

„Jak się pani z tym czuje?"

Etap 7. Wątpliwości: jeden schemat na wszystko

Jeśli zbudowałaś siedem przekonań, w większości rozmów usłyszysz teraz „to kiedy możemy zacząć?". Ale nie w każdej. Kiedy pojawia się wątpliwość, obowiązuje jeden schemat, niezależnie od tego, co padło. Rozbudowana wersja tej części, z 21 obiekcjami i gotowymi odpowiedziami na każdą, jest tutaj: obiekcje przy sprzedaży pakietów.

Krok 1: rozbrój. „Jasne, nie ma sprawy." Pauza. Klientka spodziewa się kontrataku, a dostaje spokój. Garda opada.

Krok 2: sprawdź przekonanie. Zanim zajmiesz się wymówką, sprawdź, czy klientka w ogóle wierzy w plan: „Zanim do tego przejdziemy, tak dla porządku: pomijając tę kwestię, czuje pani, że ten plan to jest dokładnie to, czego pani potrzebuje?"

Krok 3: zamień mgłę w konkret. „Muszę pomyśleć" to mgła i z mgłą nie da się pracować. Twoje pytania mają zamienić ją w zdanie, z którym da się coś zrobić: „boję się, że u mnie nie zadziała", „nie wiem, czy wydać teraz tyle", „boję się reakcji męża".

Dlaczego krok 2 jest tak istotny? Bo wymówki dzielą się na trzy grupy: niepewność, wsparcie bliskich i pieniądze. I tylko niepewność jest prawdziwą przeszkodą. Jeśli klientka jest w stu procentach przekonana, że plan zadziała i że tego chce, mąż i pieniądze przestają być przeszkodami, a stają się szczegółami do ustalenia.

„Muszę to przemyśleć"

Rozbrajasz, sprawdzasz przekonanie i słuchasz. Albo padnie konkretna obawa („zastanawiam się, czy u mnie zadziała, bo mam ciemniejszą karnację"), i wtedy masz z czym pracować. Albo klientka potwierdzi, że plan jej się podoba i po prostu chce się przespać z decyzją. Wtedy:

„W pełni rozumiem. Czyli jeśli dobrze słyszę: jest pani przekonana do planu i chce to zrobić, potrzebuje pani tylko dnia, żeby decyzja się ułożyła, tak? Świetnie. To umówmy się tak: zadzwonię do pani jutro o tej samej porze. I jeśli obudzi się pani z tym samym poczuciem co teraz, rezerwujemy termin i działamy. Umowa?"

Dwa detale. Rozmowa jest jutro, nie „w przyszłym tygodniu", i to ty proponujesz termin jako pierwsza. Oraz konstrukcja „jeśli obudzi się pani z tym samym poczuciem, działamy" ustawia domyślny kierunek nocnych przemyśleń na „tak, chyba że coś się zmieni", zamiast „nie, chyba że coś mnie przekona".

„Muszę porozmawiać z mężem"

Najpierw standardowo, czyli sprawdzasz przekonanie:

„Oczywiście. A pomijając rozmowę z mężem, czy jest jeszcze cokolwiek, co sprawia, że nie jest pani w stu procentach przekonana do tego planu?" „Nie, nie, plan mi się bardzo podoba." „Czyli czysto teoretycznie: gdyby mąż siedział teraz obok i powiedział »kochanie, decyduj, ja ci ufam«, umawiałybyśmy pierwszy termin?" „No… tak!"

Teraz wiesz, że jedynym tematem jest mąż. Dopytujesz o charakter tej rozmowy: czy to kwestia szacunku i chce mu po prostu powiedzieć o swojej decyzji, czy realnie będą decydować wspólnie. Jeśli to drugie, przygotuj ją do tej rozmowy, bo w domu ona zwykle wygląda tak:

„Powiem coś z doświadczenia. Ta rozmowa w domu może pójść na dwa sposoby. Pierwszy: »Wiesz, byłam dziś w takiej klinice, no i mają taki pakiet na te moje przebarwienia, trzy i pół tysiąca, no nie wiem, co myślisz?«. Jak pani myśli, co odpowie mąż? No właśnie. A jest i drugi sposób: »Kochanie, podjęłam decyzję. Wiesz, że ten problem ciągnie się za mną od lat, wydałam już fortunę na kremy, które nie działają, i mam dość chowania się przed aparatem. Znalazłam miejsce, które rozwiązuje to porządnie, z diagnostyką i planem. Zaczynam w przyszłym tygodniu i zależy mi, żebyś był w tym ze mną«. Która z tych rozmów skończy się dobrze? No właśnie. I jeszcze jedno: jeśli pani nie będzie pewna swojej decyzji, mąż też nie będzie, i słusznie. Dlatego pytam ostatni raz: czy jest cokolwiek, co trzyma panią poniżej stu procent?"

Na koniec konkret: „Porozmawia pani z mężem dziś wieczorem, ja zadzwonię jutro o 12:00 i dopniemy szczegóły, pasuje?"

„To za drogo"

Najpierw oddziel pieniądze od przekonania:

„Rozumiem. A odkładając pieniądze zupełnie na bok, czy to jest coś, co pani chce zrobić? Czuje pani, że ten plan to jest to?" „Tak, bardzo, po prostu to spory wydatek."

Masz czystą sytuację: chce, tylko trzeba ułożyć finansowanie. Dalej to już rozmowa o liczbach, uczciwa i konkretna:

„Część klientek płaci za pakiet z góry, części rozkładamy płatność. Nie chcę, żeby ten pakiet wywrócił pani domowy budżet, ale nie chcę też, żeby przez budżet odkładała pani o kolejny rok coś, na czym tak pani zależy. Więc mogę zrobić tak: zaczynamy od zaliczki i pierwszej wizyty z diagnostyką, a resztę rozkładamy na dwie raty. Jeśli ja jestem gotowa to dla pani zrobić, czy pani jest gotowa zarezerwować termin dziś?"

Trzy zasady przy pieniądzach. Nie pytaj „jaka rata by pani pasowała", bo to ty prowadzisz rozmowę. Zawsze coś za coś: dajesz raty, prosisz o decyzję dziś (to, co dajesz, nabiera wartości dopiero wtedy, gdy o coś prosisz w zamian). I najważniejsze: jeśli klientka naprawdę nie ma z czego, nie naciskaj. Zaproponuj mniejszy pierwszy krok i konkretny termin powrotu do rozmowy. Uczciwość w tym miejscu wraca z nawiązką, często po kilku miesiącach i z koleżanką.

„Koleżanka robiła coś podobnego i nie zadziałało"

Kluczem jest jedno słowo: metoda.

„A wie pani, co dokładnie koleżanka robiła? Jakim urządzeniem, ile zabiegów, czy była wcześniej diagnostyka?"

Prawie zawsze okaże się, że był to inny zabieg, bez diagnostyki, pojedynczy zamiast serii, albo w ogóle inny problem. Wtedy edukujesz:

„No i tu jest odpowiedź. To trochę jak z lekami: to, że jeden antybiotyk nie zadziałał, nie znaczy, że leki nie działają. Znaczy, że był źle dobrany. Dlatego zaczynamy od diagnostyki, żeby dobrać metodę do pani skóry, a nie leczyć w ciemno."

„W salonie obok mają taniej"

„Bardzo możliwe i dobrze, że pani porównuje. Mogę podpowiedzieć, co porównywać? Bo »zabieg laserowy« to pojęcie tak szerokie jak »samochód«. Proszę zapytać tam o trzy rzeczy: jakim konkretnie urządzeniem pracują, czy przed serią robią diagnostykę skóry i czy cena obejmuje opiekę po zabiegu. Jeśli wszystko się zgadza, ma pani świetną ofertę i szczerze pogratuluję. A jeśli się nie zgadza, to już pani wie, skąd różnica w cenie."

Zero paniki, zero obrażania konkurencji. Ekspertka nie boi się porównania i klientka to czuje.

„Wrócę do tematu po wakacjach"

To wymówka czasowa, czyli w głowie klientki koszt czekania nadal jest niższy niż koszt działania. Wracasz do jej własnych słów:

„Jasne. Tylko jedna rzecz nie daje mi spokoju: mówiła pani dziś, że problem ciągnie się od pięciu lat i że każdego lata jest gorzej. I teraz plan jest taki, żeby przeczekać jeszcze jedno lato? Proszę zauważyć, że przebarwienia pogłębia właśnie słońce. Zaczynając teraz, wchodzi pani w lato z przygotowaną, chronioną skórą. Odkładając na wrzesień, odda pani słońcu kolejny sezon i zaczniemy z gorszego punktu, czyli dłużej i drożej. Jeśli nie teraz, to kiedy naprawdę?"

Etap 8. Po wizycie, czyli pieniądze, które klinika zostawia na stole

Najdroższy nawyk w polskich klinikach: klientka mówi „odezwę się", nikt nie dzwoni, temat umiera.

Mit brzmi „przypominanie się jest nachalne". Nachalne jest tylko wtedy, gdy ktoś poprosił, żebyś przestała. Klientka, która była na konsultacji i miała się odezwać, w większości przypadków po prostu zapomniała, bo ma pracę, dzieci i trzydzieści innych spraw. Telefon z pytaniem „jak się pani czuje z tamtą rozmową, czy czegoś jeszcze pani ode mnie potrzebuje?" to obsługa na wysokim poziomie, nie nagabywanie. Klientki za to dziękują.

Praktycznie:

  • Termin kolejnego kontaktu ustalasz na konsultacji, nie po niej. „Zadzwonię jutro o 12:00" zamiast „proszę dać znać".
  • Wolna godzina w grafiku to nie przerwa na telefon do znajomych, tylko godzina na kontakt z klientkami, które się zastanawiają.
  • Wieczorem dwa zdania w notesie: co poszło dobrze, co następnym razem zrobię inaczej. To wystarczy, żeby po trzech miesiącach być zupełnie gdzie indziej.

I licz swoje liczby, nawet jeśli nie masz „planu sprzedażowego". Ile konsultacji w tygodniu, ile z nich kończy się decyzją, ile pakietów, jaka wartość. Bez tych czterech liczb nie wiesz, czy masz gorszy tydzień, czy gorszy kwartał, i nie wiesz, co poprawiać.

Jak to brzmi, czyli głos

Te same słowa, powiedziane inaczej, dają inny wynik. Zanim klientka oceni, co mówisz, jej mózg ocenia, jak to mówisz.

Są trzy tony. Proszący, w którym głos unosi się na końcu zdań, jakby każde było pytaniem. Brzmi jak prośba o akceptację i trzeba go wyeliminować całkowicie. Partnerski, spokojny i równy, taki, jakim tłumaczysz coś koleżance. To 80 do 90 procent rozmowy. Stanowczy, w którym głos lekko opada na końcu zdania, używany rzadko i w kluczowych momentach: przy cenie, przy najważniejszym efekcie, przy ważnym pytaniu.

Najprostsza rzecz, jaką możesz zrobić w tym tygodniu: nagraj się na telefon podczas próbnej rozmowy z koleżanką i posłuchaj. Większość ludzi nie ma pojęcia, jak brzmi, dopóki się nie usłyszy, a bardzo wiele osób mówi zupełnie normalnie na co dzień i przełącza się w ton proszący, gdy tylko usiądzie do konsultacji.

Cztery błędy, które kosztują najwięcej

Autopilot. Po kilkuset konsultacjach „wiesz", co klientka powie, więc skracasz pytania i przechodzisz do propozycji. Wyniki spadają, bo sens pytań nigdy nie polegał na tym, żebyś ty się dowiedziała. Polegał na tym, żeby klientka powiedziała pewne rzeczy na głos.

Trzy opcje do wyboru. Wygląda na elastyczność, działa jak zrzucenie decyzji na kogoś, kto przyszedł po diagnozę.

Tłumaczenie się z ceny. Każde zdanie dorzucone po podaniu kwoty obniża wartość oferty.

Decydowanie za klientkę. „Jej nie stać, nie będę proponować pakietu." Nie masz prawa podejmować decyzji za drugą osobę, a ludzie w pozornie beznadziejnych sytuacjach potrafią zaskakiwać.

Ściąga

  1. Klientka kupuje przejście z punktu A do punktu B. Zabieg to tylko most. Maluj oba brzegi konkretami i liczbami.
  2. Decydują emocje. Docieraj do nich pytaniami: „w jakim sensie?", „jak się pani z tym czuje?", „co się wtedy wydarzyło?".
  3. Siedem przekonań buduje zakup. Każda wymówka to brak jednego z nich.
  4. Buduj przekonania pytaniami, nie mówieniem. Notuj słowa klientki, bo to twój najmocniejszy argument.
  5. O męża, pieniądze i obawy pytaj w trakcie rozmowy, nie czekaj, aż wybuchną na końcu.
  6. Jedna diagnoza, jedna propozycja, z pełnym przekonaniem.
  7. Najpierw metoda, potem produkt.
  8. Sprawdź przekonanie przed ceną. Po cenie już nic nie naprawisz.
  9. Cena: opisz, co będzie po zakupie, zwolnij, podaj kwotę, milcz.
  10. Przy każdej wymówce: rozbrój, sprawdź przekonanie, zamień mgłę w konkret.
  11. Uczciwość to strategia, nie ozdoba. Odradzaj, kiedy trzeba.
  12. Kontakt po konsultacji ustalaj na konsultacji.

Od czego zacząć w tym tygodniu

Nie wdrażaj wszystkiego naraz, bo nic z tego nie zostanie. Wybierz trzy rzeczy:

Po pierwsze, wydłuż konsultacje do 40 minut i pilnuj, żeby ponad połowa spotkania to były pytania. Po drugie, wprowadź jedno pytanie o moment decyzji i jedno o koszt czekania. Po trzecie, przed każdą ceną zadawaj pytanie o termometr. Same te trzy zmiany zwykle wystarczą, żeby zobaczyć różnicę w ciągu miesiąca.

A jeśli konsultacji jest po prostu za mało, żeby te techniki miały gdzie zadziałać, to jest zupełnie inny problem i rozwiązuje się go po stronie pozyskiwania klientek, nie po stronie skryptu. Tym zajmujemy się na co dzień: umów bezpłatną rozmowę i przejdziemy przez liczby twojej kliniki.

sprzedażkonsultacjamedycyna estetycznadomykanieobiekcje
Umów bezpłatną rozmowę →